Info
Więcej o mnie.
Rok 2026
Rok 2025
Rok 2024
Rok 2023
Rok 2022
Rok 2021
Rok 2020
Rok 2019
Rok 2018
Rok 2017
Rok 2016
Rok 2015
Rok 2014
Rok 2013
Rok 2012
Rok 2011
Rok 2010 - 9306km
Rok 2009 - 10563km
Rok 2008 - 8501km
Rok 2007 - 3719km
Rok 2006 - 3002km
do roku 2006 - 6271km
Wykres roczny
Wpisy archiwalne w kategorii
100-150km
| Dystans całkowity: | 31931.58 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 1428:01 |
| Średnia prędkość: | 22.22 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 76.38 km/h |
| Suma podjazdów: | 113090 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 186 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 127 (67 %) |
| Suma kalorii: | 3261 kcal |
| Liczba aktywności: | 277 |
| Średnio na aktywność: | 115.28 km i 5h 11m |
| Więcej statystyk | |
- DST 112.97km
- Czas 05:11
- VAVG 21.79km/h
- VMAX 60.76km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Bobolice & 92 CMK
Piątek, 25 października 2013 · dodano: 25.10.2013 | Komentarze 3
Rano mleko za oknem więc trudno było się zebrać, jednak w główce zaświtał cel więc nie ma zmiłuj. Kierunek Bobolice terenowo. Nie wyszło w 100%, ale po kolei. Na początek przeciwpożarówką do Olsztyna. Następnie terenowy standard do Złotego w znacznej części żółtym rowerowym przez Sokole, Zrębice, Pabianice i aleją klonową.
Pajęczynki© STi
Następnie szlakiem ku źródłom do Ostrężnika i tutaj zonk. Jak było w planie czerwonym pieszym, droga okazuje się utwardzona jak p. pożka. Mówię sobie uniknę grzebania się w piasku, jednak jak za około kilometr zobaczyłem asfalt wymiękłem. I tak do samego Trzebniowa. Podejrzewam że to tylko kwestia dni jak będzie całość bo asfalt nowiutki. Nie jestem przeciwnikiem asfaltu, ale w tym miejscu grubo przesadzili, bardzo lubiłem ten terenowy podjazd.

Rozjazd koło Ostrężnika© STi

Czerwony pieszy do Trzebniowa© STi
Dalej wciąż czerwonym pieszym aż do Niegowej. Tutaj wjazd na asfalt i przez Mirów do Bobolic. Zamek widziałem już tyle razy że bez zatrzymywania czerwonym pieszym z powrotem do Mirowa. Czasem trzeba przenieść rower, ale superowa wąska ścieżka. Niestety Kendy na mokrych kamieniach nie spisują się zbyt dobrze, Larseny mimo iż węższe spisywały się w takich warunkach o niebo lepiej. Cóż, albo trakcja albo trwałość. Te dwie rzeczy nie idą z sobą w parze. Niby interesując się motoryzacją powinienem o tym wiedzieć, jednak chyba wciąż żyję złudzeniami. Ideały jednak nie istnieją.
Po drodze między zamkami przerwa na skałce ... bajka. Cudowne widoki i błogi spokój. Zatęskniłem za górami. Dalej już asfaltowo główną drogą przez Gorzków, Złoty Potok, Janów, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn i koło Guardiana.

Widok na zamek Bobolice© STi

Widok na zamek Mirów© STi
Wieczorem na 92 Częstochowską Masę Krytyczną. Wybitnie nie miałem ochoty założyć kamizelki jednak mi ją "wepchnięto". Jak na październik super frekwencja - 110 osób. Po masie na Festiwal filmów rowerowych. Miło było zobaczyć znajome twarze :)

92 cmk© STi
- DST 102.02km
- Czas 05:08
- VAVG 19.87km/h
- VMAX 45.20km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Groty, zamki, kościoły i źródełka
Niedziela, 20 października 2013 · dodano: 20.10.2013 | Komentarze 1
Dziś wycieczka z Darią, Rafałem i Tomaszem w celu zobaczenia kilku nowych miejsc. Wycieczkę z pewnością lepiej opisze Daria. Ja ze swoją lichą pamięcią przedstawię co zapamiętałem ;)Na początek udajemy się pociągiem do Piotrkowa Trybunalskiego. Dziś naszym przewodnikiem jest Rafał. Na pierwszy ogień idzie zwiedzanie zamku w Piotrkowie, w którym to znajduje się muzeum. Tutaj oglądamy min. eksponaty lalek, broni, monet oraz mebli.

Matrioszki© STi

Meble© STi

Albion ;)© STi
Następnie udajemy się w okolice Jeziora Sulejowskiego. Jak rzecze mapa ma tu być konkretna skarpa. Takowa i jest, jednak mocno zarośnięta drzewami więc pięknych widoków brak. Tutaj okazuje się dlaczego mój napęd nadmiernie hałasuje. Zganiałem na zużycie a podczas ostatniej pospiesznej zmiany źle założyłem łańcuch. Cóż ślimoków nie sieją ;)
Następnie w kierunku miejscowości Wolbórz, gdzie znajduje się pałac. Większość bocznych budynków zajmują internaty. Tutaj na ławeczce przerwa na popas, aby mieć siłę dalej kręcić.

Pałac Wolbórz© STi
Dalej zmierzamy do Grot Nadgórzyckich. Te zrobiły na mnie tego dnia największe wrażenie. Po wejściu zatrzasnęły się wrota i odosobnieni przemierzaliśmy tunele. Jak się okazało w grotach straszy ... i to nie na żarty :D

Groty Nadgórzyckie© STi

Tak wydobywano piasek© STi

Są i duchy ;)© STi

To powstało z piasku© STi
Czas jechać dalej, kierunek niebieskie źródła. Rozlewisko okazałe i przepiękne. Gdy nie ma turystów musi tu być super. Same źródła wypływające z piesku zbliżone do źródeł św. Floriana.

Niebieskie źródła© STi
Dalej asfaltami. Z braku czasu mijamy zagrodę żubrów. Na chwilę zaglądamy do klasztoru Franciszkanów, po czym zmierzamy do Sulejowa aby zobaczyć klasztor Cystersów. Na terenie klasztoru kolejna rzecz która wywarła na mnie wrażenie. Piękny kościół, który wyróżniał się od reszty zabudowy. Niestety akurat obywała się msza i nie było nam dane zajrzeć do środka. Dalej już główną drogą do Tomaszowa aby zdążyć na pociąg powrotny.

Klasztor Franciszkanów© STi

Klasztor Cystersów© STi

Kościół na terenie klasztoru© STi
Mimo ciężkiego poranka bardzo miło spędzony dzień. Ostatnio zapomniałem jak się zwiedza ... a szkoda. Dziękuję wszystkim za miło spędzony dzień.
Kategoria 100-150km, W towarzystwie
- DST 106.71km
- Czas 05:07
- VAVG 20.86km/h
- VMAX 49.04km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Złoty Potok i Grzyby
Piątek, 11 października 2013 · dodano: 11.10.2013 | Komentarze 2
Wyjazd z Voitem nie doszedł do skutku, jednak Faki też miał wolny czas. Zaproponowałem więc wyjazd do Złotego. Trasa standardowa: pożarówka, obok Sokolich, Zrębice, Pabianice i Aleja Klonowa. Chwila przerwy w słoneczku nad Amerykanem i powrót przez Siedlec, Krasawę, Zrębice i dróżkami świętego Idziego.W Leśnym znów chwila przerwy, gdzie uzupełnienie płynów i wyśmienity żurek. Dawno nie jadłem tak dobrego. Do tego stare dobre kawałki Kobranocki i Kultu, aż nie chce się wracać.
Z Olsztyna Piotrek poprowadził przez Skrajnicę i obok toru do "skakania po drzewach".
Po obiadku jeszcze znów w okolice Olsztyna na poleconą grzybową miejscówkę. W leśnym spotkanie z Marcinem i Piotrkiem i razem do Czewy. Rowerostradą i koło Guardiana. Bardzo miło spędzony dzień.

Aleja Klonowa© stin14

Jechać, nie jechać?© stin14

Barwy jesieni© stin14

Drzewo rowerowe© stin14
Kategoria 100-150km, W towarzystwie
- DST 125.77km
- Czas 05:53
- VAVG 21.38km/h
- VMAX 47.69km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Wielki łuk Warty
Sobota, 5 października 2013 · dodano: 05.10.2013 | Komentarze 1
Co nie udało się w zeszłym tygodniu doszło do skutku dzisiaj. Seger poprowadził łukiem Warty. Dojazd do Działoszyna to nuda. Płasko, prosto i monotonie. Wyjechałem dość późno i goniłem, efekt taki że na miejsce dotarłem przed czasem. Tylko jedna lekko stresowa sytuacja. Niby nie muszę zjeżdżać na pobocze, jednak kobieta wyprzedza na trzeciego, na pukanie się w czoło nawet nie reaguje ... wypadało by mieć Treka i puścić go jej wprost na szybę. Może jestem przewrażliwiony ale okolice Kłobucka i Zawiercia staram się zawsze opuścić najprędzej jak tylko mogę.W Działoszynie spotkanie z Przemkiem i jazda jego ścieżkami. Trasę zapewne lepiej opisze przewodnik, początkowo jedną stroną Warty gdzie zwiedzamy źródła świętego Floriana. Po drodze fajny singielek wzdłuż rzeki, tak na przełamanie :)
Następnie odwiedzamy Kurhany Książęce, przeprawę przez Wartę, stary młyn, oraz źródła objawienia. Tutaj dosłownie kończy mi się łańcuch. Pierwszy raz zdarza mi się aby spinka odmówiła posłuszeństwa, na szczęście mam zapasową. Na moment wpadamy jeszcze na żabi staw jednak czas goni, do tego stopnia że trzeba uruchomić plan awaryjny - telefon po "wóz serwisowy".
Już bez zwiedzania ciśniemy z Przemkiem do Działoszyna, po czym samotnie w kierunku Czewy do wozu serwisowego. Dojeżdżam nieco za Popów, gdzie rower wędruje do bagażnika ... po czym łamę kilka ograniczeń prędkości ;) Wszystko po to aby zdążyć na "Through The Never". Opłacało się gonić. Jednym słowem zajebioza.
Mimo pośpiechu rewelacyjna sobota. Żeby wszystkie dni tak wyglądały ...

Cieplutko© stin14

Warta© stin14

Łabędzie© stin14

Spiętrzenie na Warcie© stin14

Jedziemy?© stin14

Wąwozik© stin14

Seger na singielku© stin14

Źródła świętego Floriana© stin14

Nad źródłem© stin14

Kurhan© stin14

Stary młyn© stin14

Figura świętego Floriana© stin14

Źródło Objawienia© stin14

Różańce© stin14

Żabi staw© stin14
Dla zainteresowanych wszystkie fotki
Utworu co prawda nie było na filmie, jednak od dawna chodzi mi po głowie
Kategoria 100-150km, W towarzystwie
- DST 147.55km
- Czas 06:07
- VAVG 24.12km/h
- VMAX 54.50km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Kraków
Niedziela, 29 września 2013 · dodano: 29.09.2013 | Komentarze 0
Dużo wcześniej umówiony wyjazd z Poisonkiem do grodu Kraka. Rano gęsta mgła i około 3 stopnie Celsjusza. Niezbyt miłe warunki, ale jechać trzeba. Trasa zwyczajowa przez Słowik i Poraj. Opadająca mgła dawała się we znaki gdyż zmarzliśmy strasznie. Kawałek za Żarkami Letnisko przerwa na stacji benzynowej, aby rozgrzać się ciepłą herbatką. Jeszcze są dobrzy ludzie na tym świecie, herbatkę dostaliśmy w gratisie :)Następnie przez Myszków, Zawiercie, Ogrodzieniec, Klucze, Rabsztyn, Sułoszową i Pieskową Skałę. Tutaj dołącza do nas Szczepan i razem odwiedzamy zamek w Pieskowej. Jak się okazuje nie można nawet tam wejść z rowerem (znak na bramie mówi tylko o jeździe), szybko więc zwijamy manatki i jedziemy dalej przez Ojców i Doliną Prądnika. W Krakowie kilka fotek i obiadek a następnie do Szczepana który proponuje nam gościnę. Na pociąg wyjeżdżamy na prawie 2,5 rowera ;) Przed dworcem obowiązkowe zakupy i podróż w zaskakująco komfortowych warunkach. Wyjazdy do Krakowa nie budzą już takich emocji jak kiedyś, jednak zawsze miło tu wpaść.
Jazda dzisiaj szła mi makabrycznie. Byłem kompletnie bez sił, więc przez większość trasy wiozłem się na kole a na podjazdach ledwo utrzymywałem tempo - mimo iż nie jechaliśmy jakoś strasznie szybko. Być może to nie był mój dzień.
Podziękowania za wspólną jazdę, gościnę i ciepłą herbatkę :)

Rabsztyn© stin14

Z Pałą w tle ;)© stin14

Pieskowa Skała© stin14

Nieopodal bramy Krakowskiej© stin14

Na rynku w Krakowie© stin14

Z Wawelem w tle© stin14

Luksusy© stin14
Kategoria W towarzystwie, 100-150km
- DST 140.25km
- Czas 06:00
- VAVG 23.38km/h
- VMAX 63.65km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Kraków
Poniedziałek, 16 września 2013 · dodano: 16.09.2013 | Komentarze 3
Mariusz zaproponował na CFR wyjazd do Krakowa. Z propozycji postanowiło skorzystać aż 18 osób. Trasa standardowa: Poraj, Myszków, Zawiercie, Ogrodzieniec, Klucze, Rabsztyn, Sułoszowa, Ojców i Doliną Prądnika. Nie licząc kilku kapci trasa bez większych przygód. Za to powrót bardzo wesoły. Miło spędzona niedziela po ciężkim tygodniu. Dziękuję wszystkim za towarzystwo.Kilka fotek (nie wszystkie mojego autorstwa).

Org :)© stin14

Poraj© stin14

Po drodze© stin14

Pieskowa Skała© stin14

Brama Krakowska© stin14

Widoczek po drodze© stin14

W Krakowie© stin14

Wesoły powrót© stin14
Oraz 2 krótkie filmiki:
Kategoria 100-150km, W towarzystwie
- DST 134.48km
- Czas 05:32
- VAVG 24.30km/h
- VMAX 42.84km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Bełchatów
Niedziela, 8 września 2013 · dodano: 08.09.2013 | Komentarze 4
Rano w składzie: Helenka, Krzysiek, trzech Piotrów i Zbyszek wyruszamy w kierunku Bełchatowa. Na początek bocznymi drogami prowadzi Faki. Na główną drogę wyjeżdżamy w Lgocie i nią jedziemy do Nowej Brzeźnicy. Później na boczne drogi którymi według mapki prowadzi Piter. Docieramy w okolice kopalni na nielegalny punkt widokowy, z którego zostajemy wyproszeni przez ochronę :)
Kopalnia Bełchatów© stin14

Elektrownia© stin14
Następnie do Kleszczowa na legalny punkt widokowy, gdzie nieco dłuższy postój na uzupełnienie płynów i fotki.

Jednak da się z asfaltu© stin14

Elektrownia Bełchatów© stin14

Kopalnia© stin14

Panorama z punktu widokowego© stin14
Z racji na godzinę odpuszczamy sobie Górę Kamieńsk i udajemy się w drogę powrotną. Przed Prusickiem spotykamy Jacka, który wraca z trzydniowej wędrówki. Razem jedziemy na rybkę do Prusicka.

Humory dopisują© stin14

W Pusicku© stin14

Parking rowerowy© stin14
Pojedlim, popilim, pośmialim się i czas wracać. Helenkę zaczyna boleć kolano więc aby go nadmiernie nie obciążać tym razem cały czas główną drogą. Jeszcze "rozchodniaczek" w altanie i do domu.
Bardzo miły rowerowy dzień. Dziękuję wszystkim za wspaniałe towarzystwo :)
Jeszcze 2 filmiki, z dzikiego i legalnego punktu widokowego:
Kategoria 100-150km, W towarzystwie
- DST 112.98km
- Czas 05:20
- VAVG 21.18km/h
- VMAX 52.57km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Na raty
Niedziela, 25 sierpnia 2013 · dodano: 25.08.2013 | Komentarze 0
Bartek zaproponował na dziś wspólną jazdę. Gdy się szykowałem do wyjazdu podjeżdża Arek i na miejsce zbiórki jedziemy razem. Tam czekali już: Arecki, Faki, Gaweł, Mr. Dry, Piksel, Pietro i Przemo, po dłuższej chwili dojeżdża także Piter. Spora gromadka się uzbierała. Prowadził Bartek, więc można było się spodziewać że nie zabraknie terenu. Na szczęście błota i wody nam oszczędził :) Trasa wzdłuż Warty z urozmaiceniami przez wszystkie możliwe górki, następnie Jaskrów, Grodzisko, Przeprośna terenem do Mstowa, obok stodół po czym niebieskim pieszym przez Małusy, Turów i Zrębice. Po drodze część osób wybiera łatwiejszą trasę. Nasz przewodnik ma problemy z ogumieniem i kilka razy zatrzymujemy się na serwis. Przez Sokole czerwonym pieszym na Puchacz a na zjeździe Piksel prowadzi miłym singletrackiem. Zajazd do leśnego gdzie jak zwykle dużo szosowców. Później dojeżdżają jeszcze: Abovo, Ruda z mężem oraz Magnum z Andzią.Powrót przciwpożarówką w towarzystwie Fakiego, Piksela, Pietra, Pitera i Poisonka. Dzięki Bartek za poprowadzenie ciekawymi ścieżkami i reszcie ekipy za wspólną jazdę.

Ekipa w pobliżu Warty© stin14
Pod wieczór udało się wygospodarować jeszcze kilka chwil na rower. Trasa: Guardian, Kusięta, Turów, Przymiłowice do Olsztyna. Chwila przerwy na Lipówkach po czym powrót rowerostradą, Bugaj i mocno okrężnie przez miasto.

Zachód słońca na rowerostradzie© stin14
Kategoria Samotnie, W towarzystwie, 100-150km
- DST 128.68km
- Czas 06:56
- VAVG 18.56km/h
- VMAX 70.06km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Góra Zborów
Sobota, 24 sierpnia 2013 · dodano: 24.08.2013 | Komentarze 4
Umówiona wcześniej wycieczka z Przemkiem na Górę Zborów. Koło Huty, czerwony rowerowy, Kusięta, Olsztyn. Tutaj wjazd w teren i żółtym rowerowym, do Zrębic, Pabianice, aleją klonową do Złotego Potoku. Tutaj miało być czerwonym pieszym, jednak się walnąłem i było czerwonym/czarnym rowerowym przez Przewodziszowice do Niegowej. Tutaj asfaltem do Mirowa, gdzie mała przerwa na posiłek.Po przerwie asfaltem do Kotowic i główną drogą do Góry Zborów. Trochę pochodziliśmy z rowerami po skałkach pofociliśmy, zapłaciliśmy po 2zł za bilety wstępu i czas wracać.
Po drodze zajrzeliśmy do Jaskini Głębokiej, jednak niestety była zamknięta. Udaliśmy się więc czarnym rowerowym do Bobolic. Z Bobolic do Mirowa czerwonym pieszym. Kilka razy rowery trzeba było przenieść jednak Przemkowi się bardzo spodobało.
Na powrocie zjeżdżamy na niebieski pieszy aby zobaczyć jaskinie Piętrowa Szczelina i Kamiennego Gradu. Do jednej nie da rady wejść bez liny a druga to raczej czołganie więc odpuszczamy zwiedzanie. Niebieskim pieszym do czerwonego pieszego aby zobaczyć jaskinię Księdza Borka. Niestety nie znajdujemy jej. Widać poza jaskinią Ostrężnicką nie jest nam dane zobaczyć więcej jaskiń od środka.
Aby nie tracić czasu asfaltem przez Postaszowice i Gorzków do Złotego Potoku. Tutaj zjazd na aleję klonową i przez Pabianice, Zrębice i dróżkami świętego Idziego. Z Olsztyna już tylko przez Skrajnicę i rowerostradą. Miły rowerowy dzień z sporą porcją terenu.

Widok z Góry Zborów I© stin14

Widok z Góry Zborów II© stin14

Na skałce© stin14

Chrząszcz© stin14

Z Przemkiem przed zamkiem© stin14

Zamek Bobolice© stin14
Kategoria 100-150km, W towarzystwie
- DST 105.26km
- Czas 05:10
- VAVG 20.37km/h
- VMAX 73.56km/h
- Sprzęt Author Traction
- Aktywność Jazda na rowerze
Kralova Hola
Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 17.08.2013 | Komentarze 2
Dziś najważniejszy punkt programu podczas pobytu w Tatrach, czyli najwyższa górka którą można pokonać na rowerze w naszej okolicy. Asterką z Witowa do Popradu, wraz Arkiem i oczywiście rowerkami. Rowerki złożone do kupy i czas walczyć. Pojechaliśmy przez: Hranovnica, Vernar, Telgart i Sumiac. Mimo iż staraliśmy się oszczędzać już sam dojazd dał nam nieco popalić. Tutaj zaczyna się wisienka na torcie, czyli 12,5 kilometra pod górę. Na początek około 8 kilometrów szutru a potem nieco zniszczony asfalt. Lekko się obawiałem, więc nie jechałem na 100%. Oboje byliśmy nastawieni raczej na spokojne mielenie niż zapierdalanie. Na takim dystansie i przy tym przewyższeniu ciężko by było inaczej. Po drodze tylko jeden maksymalnie krótki postój na wyjęcie picia z plecaka. Dupa ze mnie gdyż nie zabrałem camelbaga :/ Wszystkie zdjęcia na podjeździe wykonywane w trakcie jazdy :)Droga na szczyt jak dla mnie nieco nudna, jednak jak zaczęły się rewelacyjne widoczki nagle odżyłem. Wszędzie na około góry i do tego jesteśmy nad wieloma ze szczytów. Taki widok momentalnie dodaje powera.
Na szczycie - zajebioza. Chętnie bym tam siedział do wieczora. Cisza, spokój a wszędzie na około góry. Żyć nie umierać. Niestety do plecaka zabrałem tylko 2 browarki które się szybko skończyły i trzeba było wracać ;) Zjazd to zapierdalanie z lekkim marginesem zdrowego rozsądku. Arek zalicza snejka i tylko pomoc życzliwego słowaka pozwala nam jechać dalej. Jacyś mili ludzie tutaj. Nie ma zakazów, nakazów a mimo to Tatrom nic nie dolega. U nas się niestety nie da. Mimo iż po kamieniach zasuwam z przodu udaje mi się uniknąć przygód. Może to zaleta szerokich opon 1,95 :D
Powrót jest najgorszy. Ciśnienie lekko opadło a do tego nagromadzone zmęczenie daje o sobie znać. Jednak co nas nie zabije to nas wzmocni.
Dojechaliśmy, przeżyliśmy i pewnie nie zapomnimy tego przez długie lata. Dla takich chwil warto żyć. Dziękuję Arku za wspólną jazdę i sorki że czasem wyrywałem do przodu, ale jak sam wiesz jazda nie swoim tempem potrafi bardziej zmęczyć. Mam nadzieję że przejedziemy razem jeszcze wiele kilometrów i pokonamy kolejne własne słabości. Tego dnia nawet przez myśl mi nie przeszła porażka. Dziś padły dwa "maksy" dziennego przewyższenia - 3273 metry i najwyższa wysokość osiągnięta rowerem - 1946 metra. Może nie równamy się do "zawodowców" jednak ja jestem z siebie zadowolony.

Wiadukt kolejowy koło Telegartu© stin14

Tam zmierzamy© stin14

Na początku jest tak© stin14

... a później tak© stin14

I tak© stin14

Już blisko szczytu© stin14

Na szczycie z Arkiem© stin14

Zadowolony na górze© stin14

Panorama ze szczytu© stin14

Na powrocie© stin14
Na koniec fotka Giewontu z księżycem w tle i sprzętu który nas bezpiecznie woził tego dnia, uważam że zasłużył(a) :)

Giewont© stin14

Asterka© stin14
Kategoria 100-150km, W towarzystwie


